Post
autor: Werner » 08 marca 2012, 16:23
Szczerze powiedziawszy - wolałbym najpierw sam opowiedzieć o kolorach, a potem coś dopisywać, ale skoro mnie wywołałeś - tedy się rozpiszę :>
Średniowiecze jest dziwną epoką, gdzie za kolory pokrewne uważano te, o podobnej intensywności - tj. pokrewnymi kolorami była głęboka czerwień i głęboki błękit, a mniej - pełna czerwień i przyblakła czerwień.
Przez wieki panowały różne mody na kolory, tak też od początku XIII wieku, wraz z postępem farbiarstwa nastąpił odwrót od modnych wcześniej żółci i zieleni oraz połączeń żółty/czerwony, żółty/niebieski, czerwony/czarny oraz najmodniejszego w okresie karolińskim połączenia czerwony/zielony.
Wielokolorowość strojów nie była dla ludzi średniowiecza problemem - można było mieć garderobę w 5-6 różnych kolorach, ale jeśli były głębokie nie uchodziło się za ubranego pstrokato czy niegodnie - było się eleganckim. Nie do przyjęcia były za to ubrania w pasy, kratę które były uznawane za brzydkie aż do XIVw., kiedy zyskały popularność. W XII wieku rozpoczęła się nowa era w popularności koloru - tzw. Błękitna Rewolucja, gdzie niepopularny dotychczas w czasach starożytnych, rzymskich (uważany za kolor barbarzyńców), kolor niebieski rozpoczął triumfalny marsz na wschód obejmując wszystkie klasy (oczywiście niższe nie było stać na ubrania w głębokim kolorze). Modne były wówczas połączenia niebieski/biały, niebieski/czerwony, czerwony/biały, czarny/biały.
Co ciekawe, choć dopuszczalnym było połączenie czerwony/zielony (wg średniowiecznych o małym kontraście), to zestawienia żółty/zielony czy czerwony/zielony (o dużym kontraście) przysługiwały zdrajcom, szaleńcom, kalekom, skazanym i ludziom niebezpiecznym, którzy wykraczali poza porządek społeczny, oraz jak pisze Lex powyżej - osobom wykonującym hańbiące zawody - np. prostytutkom, błaznom czy niechrześcijanom (ta dobrowolność oznakowania żydów jest dyskusyjna - ponoć w Hiszpanii kazano im nosić duże żółte okręgi naszyte na szaty, które z daleka miały pozwalać na identyfikację człowieka wobec którego porządny chrześcijanin powinien się mieć na baczności).
Jeśli mówimy już od postrzeganiu koloru - poruszyłem już kwestię postrzegania barw wspólnych wg intensywności nasycenia. O widmie barwnym możecie zapomnieć - w średniowieczu było nieznane, podobnie jak metody mieszania barw. Pomysł by z żółtego i niebieskiego robić zielony był dla średniowiecznych ludzi abstrakcyjny, a farbiarzom zabraniano mieszać barwy by uniknąć ich popsucia (były nawet przepisy dotyczące odległości warsztatów należących do jednego mistrza, które zabraniały barwić tkanin w różnych kolorach w tym samym warsztacie. Do czasów przemysłowego barwienia tkanin, cechy farbiarzy czerwonych i niebieskich toczyły ze sobą wojny o używanie wody z rzeki. Niesnaski wynikały też z innych przyczyn - rywalizacyjnych i metodologicznych. Jedni barwili materiał na ciepło (czerwoni), drudzy na zimno (niebiescy), a ten kto dostał prawo barwienia na jeden z kolorów nie mógł farbować na drugi, ale to tema na inną dyskusję, a ja a daleko popłynąłem. BTW. Bycie farbiarzem było zakazane dla osoby duchownej, bo zawód skupiał się na transmutacji - zmieniał barwy tkanin, był zabarwiony magicznością, a zatem w grę wchodziły konszachty z mocami diabelskimi).
Tęcza składała się wg różnych autorów średniowiecznych z 3-4 kolorów. Dopiero w XIIIw. Roger Bacon wymienia ich 6, ale co ciekawe kolejno zauważa niebieski, zielony, czerwony, szary, różowy i biały :>
Jeśli chodzi o odbiór społeczny barw:
Zielony był kolorem odnowy, zerwania, chaosu prowadzącego do czegoś nowego (może stąd zielony kolorem nadziei), ale przez swą zwichrowaność w połączeniu z żółtym był używany do piętnowania różnych niechcianych grup społecznych.
Czerwony, a właściwie indygo, to kolor dostojeństwa, ale i grzechu. Ludzie o rudych włosach uważani byli za zdrajców, co pokutuje po dziś dzień. Zobaczcie średniowieczne obrazy Judasza - zanotujcie sobie kolor jego ubrania i włosów.
Złoty nie miał nic wspólnego z żółtym. Aureus, był odpowiednikiem candidus (świetlisty) oraz niveus (dosłownie biały jak śnieg, od nix, nivis), więc był uznawany za superbiel - kolor o największej gęstości i intensywności. Wśród myślicieli średniowiecznych, oczywiście kościelnych, na przestrzeni średniowiecza walczyły ze sobą 2 nurty - chromofilów i chromofobów. Jedni starali się barwić kościoły, a inni rugować z nich kolor. Tak też przez jednych złoty był uważany za kolor boski, dobrego światła, a przez innych za kolor zbytku, przepychu, materialności, chciwości i marności.
Niebieski - o dziwo - był uważany w średniowieczu za najcieplejszy kolor - jako barwa nieba w słoneczny dzień. Lubiany przez królów Francji (wraz z nastaniem Błękitnej Rewolucji) ukazywanych zwłaszcza w szatach tego koloru. Od królów przejęli go książęta, a od nich kościół oddając go kultowi maryjnemu.
Zarówno biały, jak i czarny były kolorami luksusowymi, bo trudnymi do otrzymania, a zatem uchodzącymi za domenę wysokourodzonych.
W heraldyce stosowanych było 6 barw: biały, czarny, złoty, niebieski, czerwony i rzadko zielony, natomiast w liturgii: biały, czarny, złoty, czerwony, zielony brązowy i purpurowy (wytyczne Innocentego III). W 1215 Czwarty Sobór Laterański zakazał noszenia klerowi zieleni, czerwieni i zółci jako zbyt jaskrawych. Ubranie się osoby duchownej w pasiasty, bądź dwukolorowy strój było haniebne. W związku z tym, że ukonstytuowanie się struktur Kościoła w średniowieczu już się kończyło, niebieski, uzyskiwany przemysłowo dopiero w XIIw, nie znalazł miejsca wśród barw liturgicznych. Nie znaczy to, że kler od niego stronił - w XII-XIIIw. papieże regularnie na synodach piętnują przywdziewanie niebieskiego przez księży i biskupów.
Barwy plebejskie: to wszystkie wyblakłe kolory i kolory ziemi. Z tą zielenią byłbym ostrożny. Nie było metod farbowania na zielony, choć jeśli to szarozielony, to ok.
Cholernie trudno było uzyskać biały (podobnie jak czarny). Miały z tym problem nawet zakony w XIVw., więc raczej polecałbym beżowy.
Raz pewien mocarz, co nad mocarze,
nie chciał sąsiada poddać się karze.
Kark mu przestawił
I jemu prawił:
"Pipka jest z ciebie bojarze!".